środa, 16 lipca 2014

Rozdział 5

                                ,, Will"
Dan przez całą kolacje wbijał we mnie wzrok, jego zimne jak lód oczy świdrowały mnie na pół. Czułam się nieswojo, nigdy nie chciałam być w centrum uwagi, wolałam żyć we własnym świecie razem z Ellą.  A teraz życie tej rodziny obraca się wokół mnie, a do tego ten chłopak, który wpatruje się we mnie jakbym była obca a przecież podobno wszyscy mnie tu znają, Nagle zauważam, iż kanapka w mojej dłoni się skończyła, więc aby uciec przed błękitnookim pytam;
-Dziękuję czy mogę odejść od stołu?-Po czym przeciągle ziewnęłam i rzucam przepraszające spojrzenie wszystkim zebranym.
-Oczywiście musisz wypocząć jutro będzie cię czekać pracowity dzień. Dobranoc-Mówi doktor
Szybko przeskakując, co 2 stopnie pędzę na górę ja najdalej od oczu niczym lód. Docieram do swojego pokoju i pierwszy raz mu się przyglądam poprzednio nie miałam na to czasu chyba sami rozumiecie... Odkrywam, iż choć stare meble są nudne i nie ciekawe wprowadzają w moją dusze potrzebny jej spokój. Z ulgą wskoczyłam w piżamę i wślizgnęłam się do łóżka zaraz przed zaśnięciem wydawało mi się, że ten sam męski głos usłyszany rano śpiewa mi kołysankę...
                                                                                                                                                                   
Rankiem, mimo co dziwne braku okien w pokoju było jasno, zaraz jednak z zaskoczeniem spojrzałam na okno, które było obok mojego łóżka, a mogłabym przysiąc, że go tam nie było! Szybko podeszłam do niego i otworzyłam je och, jakie cudowne powietrze, tak czuje woń kwiatów polnych! Na mojej twarzy pojawił się wyraz zachwytu z okna roztaczał się widok na przepiękny las. Były tam ćwierkające ptaki i mnóstwo drzew, których igły bądź liście odbijały światło słoneczne...
-To jest raj...-wyszeptałam
, Tak jednak nie na długo, zbliża się śmierć..."- W mej głowie znów rozległ się ten głos. Może zwariowałam, i to wszystko to tylko sen, jedna wielka zjawa...Nie to nie to coś więcej niż sen to rzeczywistość...Niestety...Ale czego chce ten głos, o jakiej śmierci on mówi? O co chodzi? Mam przeczucie, iż wszystko, co się dzieje rozstrzygnie się po tym teście jak mu tam Qwadiusza czy Qwawidadiusza a zresztą,  kogo to obchodzi? Pewnie i tak zginę w jego trakcie, ale nie zamierzam oddać się tak łatwo zrobię, co w mojej mocy, aby przeżyć... Rozglądam się za ubraniami, które przysięgam zostawiłam wczoraj na fotelu, ale teraz ich nie ma! Buszuje po pokoju, ale nigdzie ich nie ma, w końcu otwieram komodę i nie dowierzam jest w niej pełno ubrań. Może to nie moje tylko kogoś? Sprawdzam metki wszystkie są w moim rozmiarze! Dziwne zazwyczaj mam sen lekki wystarczy byle, jaki odgłos, aby mnie obudzić a teraz... Do komody, która trzeszczy przy każdym ruchu! Może to przez wyczerpanie mentalne mojego umysłu... Po paru chwilach wybieram białą bluzkę z krótkim rękawkiem i ciemno brązowe szorty. Moje włosy pozostają rozpuszczone, opadają falami na ramiona. Powoli otwieram drzwi zdając sobie sprawę, iż jest około 6 nad ranem, nie chce nikogo obudzić. Ci ludzie byli dla mnie tacy mili, przy najmniej tyle mogę dla nich zrobić... W kuchni słyszę krzątanie, może już ktoś wstał? Nie jednak nie... To obcy... Jest to chłopak ma jednak brązowe a nie czarne jak Dan. Wykorzystuję to, iż potrafię się bezszelestnie poruszać i podchodzę i będąc 2 kroki od niego pytam;
-Kim ty jesteś?
Chłopak odwraca się i teraz spogląda z zdziwieniem na mnie stoimy zaraz obok siebie. Stwierdzam, iż pachnie jak las iglasty, oczywiście przez przypadek trudno nie zauważyć, gdy stoi tak blisko. W jego brązowych oczach igrały wesołe ogniki.
-To chyba ja powinienem o to spytać skoro jesteś w moim domu...
Ach a więc to ten tajemniczy Will praktycznie o nim zapomniałam.
-No, więc od powiesz?- Spytał chłopak odsuwając się na drogą stronę kuchni.
- Ja jestem M.. Rose- powiedziałam po chwili wahania
-Nie to nie ty Rose to była poukładana dobrze wychowana panienka, która zawsze mówiła proszę dziękuję dzień dobry i przenigdy by nie włożyła takich rzeczy...
Spoglądam ze zdziwieniem na siebie przecież jest normalnie ubrana! Każdy się tak ubiera
- A więc jeszcze raz zapytam, kim ty jesteś?- Każda oznaka wesołości z niego spłynęła niczym po ścianie pozostałą tylko nieufność
-Nazywam się Rose...
Chłopaka pokręcił głową i wyszedł z jadalni usłyszałam jedynie jeszcze skrzypnięcie zamykanych drzwi wejściowych. Stałam jeszcze w jednym miejscu 10 minut. W końcu otrząsnęłam się gdzie ten Will zniknął na dworze nie było nic oprócz lasu i ogrodu chyba, że czegoś nie zauważyłam? Wychodzę na dwór, po raz kolejny zachwycam się pięknem tego miejsca, Idę na skraj lasu widzę tylko na odległość 10 metrów później zalega wszechogarniający mrok. Przyznaję, iż nie pałam do lasu miłością gdyż zaledwie 3 lata temu oddzieliłam się od grupy na wycieczce i zgubiłam się, błąkałam się w lesie ponad 8 godzin aż mnie znaleźli, byłam wtedy przerażona a w dodatku głodna. Jest to jedno z moich najgorszych wspomnień. To miejsce nie jest wyjątkiem... Nagle widzę  ciemny kształt przemykający wśród drzew... Przecieram oczy jednak to nic nie daje to zwierze gdyż na pewno to nie jest człowiek nadal tam jest. Nagle istota odwraca się i odchodzi powoli w mrok drzew. Zaskoczona jak i lekko przestraszona wracam do domu postanawiam nie wchodzić do tego lasu nigdy może to piękne miejsce ma jednak minusy...
W środku widzę krzątającą się panią Zofie
-Dzień dobry- mówię
-Tak dzień dobry, bo ten ranek zapowiada się naprawdę doskonalę- odpowiada z uśmiechem- siadaj zaraz podam śniadanie.
Po chwili ląduje przede mną talerz z jajecznicą. Pochłaniam go w mgnieniu oka, nie sądziłam, że jestem tak głodna!
-Leia już na ciebie czeka w ogrodzie po drugiej stronie domu! 
                                                                                                                                                                                            Dziękuję za tyle wejść! Kolejny rozdział zostanie dodany za niedługo, wraz z bonusem! Acha i zmieniam trzciąkę, bo stwierdziłam, iż poprzednia jest mało czytelna!


Brak komentarzy: