Dan przez całą kolacje wbijał we
mnie wzrok, jego zimne jak lód oczy świdrowały mnie na pół. Czułam się
nieswojo, nigdy nie chciałam być w centrum uwagi, wolałam żyć we własnym
świecie razem z Ellą. A teraz życie tej rodziny obraca się wokół mnie, a
do tego ten chłopak, który wpatruje się we mnie jakbym była obca a przecież
podobno wszyscy mnie tu znają, Nagle zauważam, iż kanapka w mojej dłoni się skończyła,
więc aby uciec przed błękitnookim pytam;
-Dziękuję czy mogę odejść od
stołu?-Po czym przeciągle ziewnęłam i rzucam przepraszające spojrzenie
wszystkim zebranym.
-Oczywiście musisz wypocząć jutro
będzie cię czekać pracowity dzień. Dobranoc-Mówi doktor
Szybko przeskakując, co 2 stopnie
pędzę na górę ja najdalej od oczu niczym lód. Docieram do swojego pokoju i
pierwszy raz mu się przyglądam poprzednio nie miałam na to czasu chyba
sami rozumiecie... Odkrywam, iż choć stare meble są nudne i nie ciekawe
wprowadzają w moją dusze potrzebny jej spokój. Z ulgą wskoczyłam w piżamę i
wślizgnęłam się do łóżka zaraz przed zaśnięciem wydawało mi się, że ten sam
męski głos usłyszany rano śpiewa mi kołysankę...
Rankiem, mimo co dziwne braku
okien w pokoju było jasno, zaraz jednak z zaskoczeniem spojrzałam na okno,
które było obok mojego łóżka, a mogłabym przysiąc, że go tam nie było! Szybko
podeszłam do niego i otworzyłam je och, jakie cudowne powietrze, tak czuje woń
kwiatów polnych! Na mojej twarzy pojawił się wyraz zachwytu z okna roztaczał
się widok na przepiękny las. Były tam ćwierkające ptaki i mnóstwo drzew,
których igły bądź liście odbijały światło słoneczne...
-To jest raj...-wyszeptałam
, Tak jednak nie na długo, zbliża
się śmierć..."- W mej głowie znów rozległ się ten głos. Może zwariowałam,
i to wszystko to tylko sen, jedna wielka zjawa...Nie to nie to coś więcej niż
sen to rzeczywistość...Niestety...Ale czego chce ten głos, o jakiej śmierci on
mówi? O co chodzi? Mam przeczucie, iż wszystko, co się dzieje rozstrzygnie się
po tym teście jak mu tam Qwadiusza czy Qwawidadiusza a zresztą, kogo to
obchodzi? Pewnie i tak zginę w jego trakcie, ale nie zamierzam oddać się tak
łatwo zrobię, co w mojej mocy, aby przeżyć... Rozglądam się za ubraniami, które
przysięgam zostawiłam wczoraj na fotelu, ale teraz ich nie ma! Buszuje po pokoju,
ale nigdzie ich nie ma, w końcu otwieram komodę i nie dowierzam jest w niej
pełno ubrań. Może to nie moje tylko kogoś? Sprawdzam metki wszystkie są w moim
rozmiarze! Dziwne zazwyczaj mam sen lekki wystarczy byle, jaki odgłos, aby
mnie obudzić a teraz... Do komody, która trzeszczy przy każdym ruchu! Może to
przez wyczerpanie mentalne mojego umysłu... Po paru chwilach wybieram białą
bluzkę z krótkim rękawkiem i ciemno brązowe szorty. Moje włosy pozostają
rozpuszczone, opadają falami na ramiona. Powoli otwieram drzwi zdając sobie sprawę,
iż jest około 6 nad ranem, nie chce nikogo obudzić. Ci ludzie byli dla
mnie tacy mili, przy najmniej tyle mogę dla nich zrobić... W kuchni słyszę
krzątanie, może już ktoś wstał? Nie jednak nie... To obcy... Jest to chłopak ma
jednak brązowe a nie czarne jak Dan. Wykorzystuję to, iż potrafię się
bezszelestnie poruszać i podchodzę i będąc 2 kroki od niego pytam;
-Kim ty jesteś?
Chłopak odwraca się i teraz spogląda
z zdziwieniem na mnie stoimy zaraz obok siebie. Stwierdzam, iż pachnie jak las
iglasty, oczywiście przez przypadek trudno nie zauważyć, gdy stoi tak blisko. W
jego brązowych oczach igrały wesołe ogniki.
-To chyba ja powinienem o to
spytać skoro jesteś w moim domu...
Ach a więc to ten tajemniczy Will
praktycznie o nim zapomniałam.
-No, więc od powiesz?- Spytał
chłopak odsuwając się na drogą stronę kuchni.
- Ja jestem M.. Rose-
powiedziałam po chwili wahania
-Nie to nie ty Rose to była
poukładana dobrze wychowana panienka, która zawsze mówiła proszę dziękuję dzień
dobry i przenigdy by nie włożyła takich rzeczy...
Spoglądam ze zdziwieniem na
siebie przecież jest normalnie ubrana! Każdy się tak ubiera
- A więc jeszcze raz zapytam, kim
ty jesteś?- Każda oznaka wesołości z niego spłynęła niczym po ścianie pozostałą
tylko nieufność
-Nazywam się Rose...
Chłopaka pokręcił głową i wyszedł
z jadalni usłyszałam jedynie jeszcze skrzypnięcie zamykanych drzwi wejściowych.
Stałam jeszcze w jednym miejscu 10 minut. W końcu otrząsnęłam się gdzie ten
Will zniknął na dworze nie było nic oprócz lasu i ogrodu chyba, że czegoś nie
zauważyłam? Wychodzę na dwór, po raz kolejny zachwycam się pięknem tego
miejsca, Idę na skraj lasu widzę tylko na odległość 10 metrów później zalega
wszechogarniający mrok. Przyznaję, iż nie pałam do lasu miłością gdyż zaledwie
3 lata temu oddzieliłam się od grupy na wycieczce i zgubiłam się, błąkałam się
w lesie ponad 8 godzin aż mnie znaleźli, byłam wtedy przerażona a w dodatku
głodna. Jest to jedno z moich najgorszych wspomnień. To miejsce nie jest
wyjątkiem... Nagle widzę ciemny kształt przemykający wśród drzew...
Przecieram oczy jednak to nic nie daje to zwierze gdyż na pewno to nie jest człowiek
nadal tam jest. Nagle istota odwraca się i odchodzi powoli w mrok drzew.
Zaskoczona jak i lekko przestraszona wracam do domu postanawiam nie wchodzić do
tego lasu nigdy może to piękne miejsce ma jednak minusy...
W środku widzę krzątającą się
panią Zofie
-Dzień dobry- mówię
-Tak dzień dobry, bo ten ranek
zapowiada się naprawdę doskonalę- odpowiada z uśmiechem- siadaj zaraz podam
śniadanie.
Po chwili ląduje przede mną
talerz z jajecznicą. Pochłaniam go w mgnieniu oka, nie sądziłam, że jestem tak
głodna!
-Leia już na ciebie czeka w
ogrodzie po drugiej stronie domu!
Dziękuję za tyle wejść! Kolejny rozdział zostanie dodany za
niedługo, wraz z bonusem! Acha i zmieniam trzciąkę, bo stwierdziłam, iż
poprzednia jest mało czytelna!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz